Dziewczynki w opowieści o wiecznym chłopcu. „Piotruś Pan” Teatru Studio Buffo

To było bolesne doświadczenie. “Piotrusia Pana” znałam najpierw z dostępnej online płyty, a później ze sceny Teatru Muzycznego w Gdyni. “Piotruś…” od pierwszego kontaktu wywołał we mnie wzruszenie i uczucie to pojawiało się przy każdym kontakcie z tym tytułem. Jakie wielkie było moje zdziwienie, gdy ostatnio wróciłam do tego materiału dzięki znalezionemu ostatnio słuchowisku dostępnym w portalu Storytel (to nie reklama ;)) zawierającym nagranie warstwy dźwiękowej z dodanymi wstawkami opisującymi to, co dla słuchacza niedostępne, czyli wydarzenia na scenie. Po dość długiej przerwie, w której zdążyłam obronić dyplom psycholożki i popracować kilka lat w zawodzie odkryłam wątek zupełnie wcześniej przeze mnie pomijany.

Postać Wendy, z którą tak chętnie się kiedyś utożsamiałam okazała się być nie nad wyraz dojrzałą nastolatką szukającą pierwszej miłości, a dziewczynką od małego wtłaczaną w rolę opiekunki młodszych braci, a niekiedy i swojego ojca. W Piotrusiu, czyli potencjalnym partnerze szuka kolejnej osoby, którą mogłaby się zajmować jako matka, podobnie traktuje też Zagubionych Chłopców. Co gorsza Wendy “świadomie” (jeśli można tak powiedzieć nt. nastoletniej dziewczynki) rezygnuje ze swoich potrzeb, stawiając Piotrusia i chłopców na pierwszym planie, a siebie – wyłącznie w ich cieniu. W zbliżonej zależności tkwią zresztą też rodzice dziewczynki – Pan Darling jest zależnym od swojej żony rozkapryszonym małym chłopcem szukającym u niej ukojenia i wsparcia, ale mało dającym w zamian. Wymaga pilnowania i strofowania, a jego potrzeby stawiane są na pierwszym miejscu, chyba że obecne w domu kobiety znajdą taki sposób na zmanipulowanie go, by uwierzył, że to co się dzieje jest jego decyzją. “Piotruś Pan” stanowi więc wspaniałą ilustrację zjawiska parentyfikacji, czyli przejmowania przez dziecko roli opiekuna osoby dorosłej – zarówno w formie instrumentalnej (przejmowanie niektórych obowiązków, np. strzyżenie chłopców), jak i emocjonalnej (wspieranie, dodawanie otuchy). Chłopcy są zaś przedstawieni jako osoby biernie czekające na pomoc kobiety-opiekunki (Zagubieni Chłopcy), ewentualnie aktywnie broniące się przed wyjściem z tej roli (Piotruś).

O technikaliach się rozwodzić nie będę, bo ze sceny ich nie pamiętam, a na realizacji słuchowisk niespecjalnie znam. Dla fanów Jeremiego Przybory, do których się zaliczam, “Piotruś…” to gratka, o której dużo osób nie wie. Poszczególne fragmenty to literackie perełki, a każde zdanie napisane z elegancją charakterystyczną dla Starszego Pana, współcześnie tak rzadko spotykaną. Tym bardziej mi smutno, że ten pełen gracji tekst skierowany do młodego widza kształtuje jednocześnie tak niechciane, anachroniczne postawy. Aby jednak nie wylać dziecka z kąpielą warto pamiętać, że kontakt dziecka ze sztuką ma takie znaczenie, jakie my jako dorośli mu nadamy. Wysłuchanie czy obejrzenie spektaklu może stanowić wspaniały wstęp do rozmowy nt. różnic w wychowaniu, stereotypów, swobodnej analizie zachowań bohaterów. Sam tekst jest dopiero pretekstem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *